Odwiedzono nas 832235 razy Lusia skacze


Hodowle kontra pseudohodowle

Jeszcze do niedawna nabycie, a zwłaszcza sprzedaż psów nie była ograniczona jakimiś szczególnymi sankcjami czy regulacjami prawnymi. Każdy kto miał psa, mógł w zasadzie w dowolny sposób go rozmnażać i sprzedawać, bez kontroli i jakichkolwiek konsekwencji. Oczywiście mowa tu o czworonogach poza strukturami Związku Kynologicznego w Polsce ze swoimi oddziałami w kraju, a więc psów tzw. wielorasowych, popularnie określanych mianem kundelków.

Zacznijmy jednak od początku. Wraz z polepszającą się koniunkturą różnych obszarów życia społecznego w Polsce, pojawiła się również inna, dość powszechna tendencja społeczna, mianowicie chęć posiadania psa o określonych cechach eksterierowych i psychofizycznych, mająca podnosić m.in. status i prestiż społeczny. Pojęcie eksterieru dotyczy zewnętrznych i najbardziej charakterystycznych dla danego wzorca rasy cech anatomicznych, związanych z budową ciała zwierzęcia, które uwzględniają ich wielkość, kształt i proporcje. Ludzie zaczęli więc nie tylko chcieć posiadać psa. Miał być to pies wyróżniający się od innych, lepszy, charakterystyczny, wyjątkowy, jedyny w swoim rodzaju, posiadający konkretne predyspozycje. Zaczęto też coraz częściej szukać osobników, które miały swoją historię, określoną linię, pierwowzór – RODOWÓD.

Idąc w swoich analizach nieco na skróty, przejdźmy do momentu, w którym społeczeństwo dostrzegło wartość i korzyści z faktu posiadania takich psów. Był to jednocześnie pozytywny bodziec do powstania wielu obecnych hodowli różnych ras, których pasjonaci zaczęli doskonalić się w wybranych dziedzinach kynologicznych. Sprowadzano osobniki nawet z bardzo dalekiej zagranicy, krzyżowano je w różnych konfiguracjach, eliminując z hodowli egzemplarze słabe, chore lub posiadające wady, by ostatecznie uzyskiwać jak najlepsze rezultaty hodowlane. Popyt na takie psy stale rósł, wraz z nim kształtowały się ich ceny, a grono odbiorców sukcesywnie rosło. Trudno się więc dziwić, że w całym tym obszarze pojawili się również ludzie, którzy minimalnym nakładem sił i kosztów chcieli uzyskiwać jedynie maksymalne zyski. W krótkim czasie, zresztą bardzo trafnie zostali oni określeni mianem pseudohodowców.

Kim są?

W wyniku transformacji ustrojowej na początku lat 90-tych, zaczęto masowo likwidować tzw. PGR'y czyli Państwowe Gospodarstwa Rolne, przekształcone potem na Państwowe Przedsiębiorstwa Gospodarki Rolnej. Nie zagłębiając się w analizę tego procesu, z końcem roku 1995 zostało zlikwidowanych ponad półtora tysiąca PPGR-ów. W konsekwencji ograniczono lub całkowicie zaprzestano chowu zwierząt wraz z masowym ograniczeniem upraw płodów rolnych. Sytuacja ta w drastyczny sposób zlikwidowała tysiące miejsc pracy, w efekcie czego ludzie we wszystkich regionach kraju tracili stałe dochody, przywileje socjalne, tym samym pozostając często w sytuacji bez wyjścia. Dysponowali jednak wystarczającym zapleczem gospodarczym (kurniki, stodoły, piwnice, obory, komórki, chlewiki i duże tereny), by móc wykorzystać je do innych celów. Taką okazję stworzyły m.in. opisane wcześniej potrzeby społeczne na posiadanie psów przynajmniej „rasowopodobnych”. Rolnicy mieli niemałe pojęcie o hodowli bydła, trzody chlewnej, upraw, ale już wcale (poza wiedzą powszechną) nie byli wyedukowani w kynologicznych procedurach hodowlanych. Wiedzę rolniczą i produkcyjną samodzielnie przekwalifikowali na „odchów” psów i kotów. W ten sposób dość szybko i skutecznie stali się handlarzami domowych pupili. Był swego czasu nawet taki trend, że chcąc kupić psa, trzeba było jechać gdzieś na wieś i szukać „hodowli”. Ilu z nas swoje pierwsze psy nabyło z takich właśnie źródeł... Oczywiście nie tylko rolnicy stawali się handlarzami. Oni jedynie nadali grunt, pewnego rodzaju wzór, sposób i pomysł, który na tamten czas był idealnym wejściem na rynek społecznego zapotrzebowania. Obecnie pseudohodowlany proceder dynamicznie rozwinął się już nie tylko na wsiach, z daleka od wielkich, ludzkich skupisk, gdzie trudniej jest dostrzec i łatwiej zorganizować masową produkcję. Ich śladem poszli też inni, ludzie z większych i mniejszych miast, których cel określał jedynie zysk. Oferta jaką stworzyli była na tyle atrakcyjna, że dość licznie zaczęli zgłaszać się do nich wszyscy, którzy nie chcieli już zwykłego kundelka, tylko psa o określonych cechach eksterierowych.

Pseudohodowlany biznes

Czym pseudohodowcy początkowo m.in. wyróżniali się od zrzeszonych pod patronatem FCI (Międzynarodowa Federacja Kynologiczna) hodowców? Ceną. Każdego, kto chciał posiadać takiego psa, a często nie dysponował wystarczającą kwotą do jego zakupu z zarejestrowanych hodowli, zachęcały oferty właśnie pseudohodowców. Jednocześnie wprowadzili oni w obieg społeczny wiele mitów i zwykłych kłamstw, które rozpowszechniane nabierały coraz większej wiarygodności (więcej na ten temat w artykułach "Dlaczego z rodowodem" oraz "Mity o psach").

Pseudohodowlany interes kwitł, a ludzie prowizorycznie zaspokajali swoje potrzeby posiadania rasowopodobnego psa. Kupowali je na targach, giełdach, gdzieś przy okazji imprez społecznych (koncerty, festyny, mecze, występy), a potem masowo w internecie.

Produkcja psów miała jednak i niestety nadal ma swoje drugie oblicze. Smutne, bolesne, mało dostrzegalne dla kupujących – jest nim cierpienie i krzywda z jaką spotykają się zwierzęta. Przetrzymywane w warunkach, w jakich wcześniej chowano bydło, trzodę chlewną czy drób. Głodzone lub karmione byle czym, nie szczepione, słabe, bez kontaktu z człowiekiem, zaniedbane, brudne, chore. Przed sprzedażą „podrasowane” i puszczone w komercyjny obieg. Te, których nie udaje się sprzedać są po prostu wyrzucane, a ich niełatwy los opisują potem Schroniska dla Zwierząt lub też liczne Organizacje pomocowe. Wcale nie lepiej jest w przypadku zwierząt, które może nie są przetrzymywane w komórkach czy piwnicach, ale sam ich odchów niewiele różni się od poprzedniego, gdyż ogranicza się jedynie do rozmnożenia i sprzedaży szczeniąt. O predyspozycjach psychicznych takich psów nawet nie warto wspominać. Tzw. taśmówki to pomysł na życie osób, których pasją wcale nie są psy (choć oczywiście twierdzą inaczej) lecz możliwie szybkie, łatwe i legalne pieniądze.

Do najchętniej rozmnażanych przez handlarzy ras należą te najbardziej popularne. Współcześnie prym wiodą; owczarek niemiecki, yorkshire terrier, labrador retriever, buldog francuski, siberian husky, bulterier, golden retriever, cavalier king charles spaniel, jamnik, beagle, sznaucer miniaturowy, west highland white terrier, mops, berneński pies pasterski.

W świetle prawa

Opisany proceder na wniosek wielu organizacji i instytucji zajmujących się pomocą dla zwierząt postanowiono ukrócić poprzez nowelizację Ustawy z dn. 1 stycznia 2012 roku o Ochronie Zwierząt z dnia 21 sierpnia 1997r. Jednym z wielu zapisów tej ustawy jest:

Art. 10a. Zabrania się:

1) wprowadzania do obrotu zwierząt domowych na targowiskach, targach i giełdach;
2) prowadzenia targowisk, targów i giełd ze sprzedażą zwierząt domowych;
3) wprowadzania do obrotu psów i kotów poza miejscami ich chowu lub hodowli.

Co oznacza ten prawny zapis? Wyjaśnia, że prawo do rozmnażania psów i kotów w celach handlowych mają tylko i wyłącznie hodowle zarejestrowane w ogólnokrajowych organizacjach społecznych, których statusowym celem jest działalność związana z hodowlą rasowych psów i kotów. Oznacza to całkowity zakaz wprowadzania do sprzedaży psów i kotów poza miejscami ich chowu lub hodowli. Zabroniony jest więc jakikolwiek obrót zwierząt na targowiskach, giełdach itp. miejscach. Zakazano tym samym sprzedaży psów i kotów spoza hodowli, czyli bez rodowodu. Zapis dotyczy również ogłoszeń krycia i reprodukcji – prawa do nich mają wyłącznie zarejestrowane hodowle. Wszystkie natomiast inne zwierzęta bez rodowodu mogą być przekazywane jedynie za darmo.

Nowelizacja wspomnianej Ustawy wprowadziła popłoch wśród pseudohodowców, zwłaszcza tych prowadzących tzw. „masówki”, „taśmówki” czy „produkcje”. Kontynuacja procederu w dotychczasowej formie groziła poważnymi sankcjami, a jak tu produkować, skoro nie można sprzedać? Przez pewien czas pseudohodowcy próbowali omijać prawo. Łatwo było znaleźć ogłoszenia w stylu: Oddam psa wraz ze smyczą – cena smyczy... albo sprzedam obrożę w cenie... pies gratis. Jednak i ta forma „handlu żywym towarem” również została im ukrócona.

W związku z tym, że nowelizacja Ustawy zakładała możliwość sprzedaży psów tylko hodowlom zarejestrowanym w organizacjach społecznych, pseudohodowcy zmuszeni zostali zrzeszyć się, by dostosować swoje pseudohodowle do wymagań prawnych. Zaczęli więc rejestrować się pod szyldami różnego rodzaju Klubów, Stowarzyszeń, Związków, Unii, Federacji. Stworzyli wewnętrzne statusy, regulaminy, dokumentację, powstały ich strony internetowe, a wszystko po to, aby uwiarygodnić swoją działalność. Dzięki takim zabiegom ich „produkcja” psów „w typie rasy” znów ruszyła, tym razem jednak w sposób legalny. Obecnie nie pozwalają już nazywać się pseudohodowcami, w związku ze swoją działalnością zgodną z literą prawa, choć jakość ich psów nadal pozostawia wiele do życzenia. Wielu z nich do tego stopnia uwierzyło w swoją hodowlaną jakość, że zaczęli nawet pojawiać się w reklamach czy telewizyjnych wywiadach. Na strony internetowe wróciły też masowo ich oferty sprzedaży szczeniąt. Teraz już praktycznie każde ogłoszenie zawiera informację „rasowy z rodowodem”. W ten sposób, niczego nieświadomy nabywca może dziś kupić kundelka w typie rasy z „dokumentami”.

W tym miejscu należy mocno podkreślić, że jedynym przedstawicielem, legalnie działającym w naszym kraju pod patronatem FCI jest Związek Kynologiczny w Polsce (ZKwP) ze swoimi lokalnymi oddziałami w całym kraju. W związku z tym faktem, w Polsce za psy rasowe uznawane mogą być tylko psy posiadające dokumenty hodowlane wydane przez ZKwP. Wszystkie inne organizacje zrzeszające się poza strukturami FCI i ZK w Polsce, nawet jeśli działają zgodnie z prawem, nie są uznawane przez FCI, czyli najstarszą i największą ogólnoświatową organizację kynologiczną. Skupia ona obecnie ponad 80 krajów członkowskich. Wiedzą o tym doskonale zarówno hodowcy jak i „legalni pseudohodowcy”, natomiast już mało który nabywca psa. Przyszli właściciele są więc różnymi sposobami oszukiwani i często niczego nieświadomi kupują „kundelki z papierami”.

Sposoby na pseudohodowlany sukces

Chcąc ukryć podróbkę rasowego psa, zorganizowane pseudohodowle specjalizują się w coraz to nowszych zabiegach. Przykłady:
1. Sprzedają szczenięta w tych samych cenach co w prawdziwych hodowlach.
2. Wydają dokumenty łudząco podobne do tych wydawanych przez ZKwP lub po prostu tworzą jakieś wewnętrzne druki, nazywane często „rodowodami”.
3. Rejestrują w swoich organizacjach psy z dokumentami wydanymi przez Związek Kynologiczny w Polsce. W ten sposób pozyskują do swoich struktur psa rasowego uznanego przez FCI, dzięki czemu mogą krzyżować go u siebie z innymi osobnikami, także tymi bez rodowodu FCI. Uwiarygadnia to później w oczach przyszłych nabywców sprzedaż szczeniąt z takiego krycia. W ZKwP jest to proceder zabroniony, a członkowie którzy łamią ten zakaz podlegają procedurom regulaminowym włącznie z konsekwencją usunięcia ze struktur ZKwP. Powodem tych surowych sankcji jest mieszanie w genotypach psów rasowych z psami niewiadomego bądź wątpliwego pochodzenia.
4. Organizują czasem własne wystawy pod dumnymi nazwami Międzynarodowe, Europejskie, Światowe, na których pojawiają się psy w bardzo skromnej liczbie, nieporównywalne z tymi organizowanymi przez ZKwP. Ich jakość też budzi wiele wątpliwości, wystarczy obejrzeć ich organizacyjną oprawę.
5. Często nie informują przyszłych nabywców o fakcie swojej przynależności do organizacji będącej poza strukturami FCI oraz ZKwP.
6. Zapytani przez przyszłego nabywcę, czy pies jest z tzw. papierami lub dokumentami, zawsze odpowiedzą, że tak, ale też nie wyjaśnią czyjej organizacji lub będą starali się ten fakt przed nabywcą ukryć.
7. Próbują przekonywać do siebie społeczeństwo, a tym samym uwiarygadniać swoją „działalność” poprzez media, które nie wyedukowane w branży kynologicznej promują je oraz powielają ich zamaskowane oszustwa.

Dlaczego to takie ważne?

Świadomość społeczna dotycząca hodowli psów, ich jakości, rzeczywistych potrzeb, odpowiedzialności prawnej, a także wiedzy z zakresu opieki i wychowania pomimo iż stale rośnie, nie jest jednak w wystarczającym stopniu dobrze rozwinięta. Na tej niewiedzy stale tracą przyszli nabywcy i właściciele psów, natomiast pseudohodowcy wykorzystują to zjawisko jedynie dla własnych celów i zysków. >>> Hodowcy muszą spełniać bardzo wiele wymogów hodowlanych określonych w licznych przepisach, regulaminach i wytycznych FCI, które mają zakres międzynarodowy, natomiast pseudohodowcy sami, na własne potrzeby tworzą takie prawa. Dzięki temu, minimalnymi nakładami, ale zgodnie z prawem ukierunkowują się przede wszystkim na zysk kosztem zwierząt.
>>> Hodowcy są zobowiązywani przez ZKwP do przeprowadzenia wielu, często bardzo kosztownych, różnych badań u swoich psów, pseudohodowcy natomiast ograniczają się do niezbędnego minimum np. odrobaczenia i szczepienia, którego czasem nie spełniają wcale albo fałszują.
>>> Hodowcy chcący posiadać szczenięta ze swoim przydomkiem, muszą przejść długą i niełatwą drogę począwszy od zarejestrowania hodowli, poprzez odchów psów, których pochodzenie, eksterier i zdrowie pozwala na wprowadzenie do hodowli, aż do osiągnięcia uprawnień hodowlanych. Są one wynikiem właściwego wieku psa, jego pozytywnych ocen dokonanych przez różnych sędziów, na różnych wystawach, a także dokumentów z przeprowadzonych różnych badań genetycznych i testów psychicznych. Pseudohodowcy żadnych z tych procedur nie przechodzą, po prosu mając psa w „typie rasy”, szybko jak tylko jest to możliwe dopuszczają go do rozrodu. Niestety nie do rzadkości należy również proceder krycia suczek w każdej cieczce, a także szprycowania ich hormonami mającymi poprawić liczebność miotu.
>>> Prawdziwi hodowcy starają się doskonalić daną rasę eliminując z rozrodu osobniki z wadami genetycznymi, rozwojowymi czy psychicznymi, gdzie komisje i kontrole hodowlane dodatkowo to weryfikują. Pseudohodowcy natomiast nie trapią się takimi problemami, gdyż nie ponosząc żadnych kosztów takich badań po prostu nie wiedzą jakie wady może kryć dany pies, a nawet jeśli o nich wiedzą lub je zaobserwowali, to skrzętnie ukrywają ten fakt przed przyszłymi nabywcami.
>>> W hodowlach, najpóźniej w wieku 8 lat suczki przechodzą na „emeryturę” i choć tracą uprawnienia do rozmnażania, mogą nadal brać udział w wystawach w tzw. klasie weteranów. Do końca swoich dni najczęściej przebywają w hodowlach jako seniorzy socjalizując nowych członków stada. W pseudohodowlach psy i suczki eksploatuje się tak długo jak pozwala na to ich kondycja, a w sytuacji, gdy przestają przynosić już korzyści zostają wyrzucane, oddawane lub uśmiercane.
>>> Hodowcy to najczęściej pasjonaci i miłośnicy psów, z kolei pseudohodowcy to całkowita odwrotność tych cech.
>>> Hodowca będzie szukał przede wszystkim domów dla swoich szczeniąt, pseudohodowca kupców.
>>> Hodowcy z pewnością będą chcieli podpisać z nabywcą ich szczenięcia (często wielostronicowe) umowy kupna-sprzedaży psa, pseudohodowcy albo w ogóle takich nie mają, albo są sformułowane w sposób bardzo uproszczony i lakoniczny.
>>> Hodowca powie prawdę i nie będzie miał powodów czegokolwiek ukrywać, pseudohodowca powie dosłownie wszystko, co przyszły nabywca chciałby usłyszeć, a pominie to, co powinien usłyszeć.

Bolący i wstydliwy problem

Niestety, nie do rzadkości należą też praktyki pseudohodowlane osób zrzeszonych pod patronatem ZKwP. Odnalezienie i odróżnienie psich pasjonatów od ludzi chciwych, ukierunkowanych w swoich hodowlach jedynie na zysk, dla przeciętnego nabywcy wcale nie jest sprawą łatwą. Działania takich handlarzy bywają czasem wręcz identyczne jak opisanych wyżej pseudohodowców nie zrzeszonych w ZKwP. Różnica polega jednak na tym, że ci będący członkami ZKwP podjęli się spełnienia choć minimalnych, formalnych wyzwań jakie stawia przed nimi organizacja, jednak tylko dla uwiarygodnienia swojego groszoróbstwa. To ludzie o niskim morale, nie kierujący się w swoich hodowlanych działaniach zasadami etyki i dobra zwierząt. Dla przykładu; posiadają u siebie po kilkadziesiąt psów, czasem po kilkanaście ras – można się zastanowić jak im wszystkim poświęca się czas i uwagę, zaspokajając liczne potrzeby rasy; w innym miejscu/miejscowości przetrzymują psy i są to najczęściej słabe lub nieetyczne warunki chowu, a w innym na potrzeby ogłoszeń i sprzedaży wykonują fotografie oraz przekazują szczenięta nabywcom; mając po kilka miotów jednocześnie, fałszują rzeczywiste pochodzenie szczeniąt – np. inni rodzice, mniej utytułowani niż wykazani w dokumentacji; mają u siebie zarówno psy zarejestrowane jak i niezarejestrowane w ZKwP tej samej rasy – istnieje wówczas duża możliwość nadużyć; jedną sukę kryją w tym samym czasie kilkoma różnymi reproduktorami – urodzą się szczenięta różnych ojców, ale tylko jeden będzie widniał formalnie / odmienny wariant – inny pies kryje, a inny wpisywany jest w dokumentacji; odsprzedają/wywożą za daleką granicę osobniki, które straciły uprawnienia hodowlane lub zdolności reprodukcyjne – nie jest to nielegalne, ale hodowca/miłośnik kochający swoje zwierzęta zatrzyma je u siebie do końca ich życia (są hodowle, gdzie spotkamy psich emerytów, ale są też takie, w których nigdy nie było żadnego >???<)...

Pomimo licznych wysiłków ZKwP, regulaminowych zapisów, kontroli, pojawiania się nowych, prawnych regulacji, tacy pseudohodowcy potrafią znaleźć sposoby uniknięcia podejrzeń i stosowania powyższych procederów. Są one zdecydowanie trudniejsze w realizacji niż w innych, zalegalizowanych organizacjach, ale nie da się ich całkowicie wykluczyć. Oczywiście takie pseudohodowlane praktyki mogą położyć ogromny cień na wiarygodność działań ZKwP i jakość ich psów, należy jednak pamiętać, że przypadki nie czynią jeszcze reguły. Pieniądze w hodowlach owszem są potrzebne, wręcz niezbędne dla doskonalenia rasy i indywidualnego rozwoju, ale nie mogą bazować na nieuczciwych praktykach i oszustwie. Deprecjonuje to nie tylko całą kynologię lecz przede wszystkim psuje jakość samych zwierząt jako przedstawicieli konkretnej rasy. Prawdziwy, świadomy hodowca nigdy na coś takiego nie pozwoli, gdyż podważa tym samym nie tylko swój autorytet i wiarygodność, ale też instytucji, które do dbałości o najwyższe standardy hodowlane zostały powołane.

W związku z powyższym bardzo ważne jest, by przyszły nabywca dobrze przygotował się do poszukiwań odpowiednich hodowli i uzbroił w potrzebną wiedzę. Lepiej bowiem inwestować czas w weryfikację hodowcy, od którego planuje się kupić szczenię, niż zainwestować kapitał w wątpliwą jakość na najbliższych kilkanaście lat. Nie jest to zadanie łatwe, ale z pewnością warte włożonego wysiłku.

Jak nie pomylić rasowego z pseudorasowym?

1. Uważnie weryfikować nazwy organizacji, do których należy hodowca, gdyż ich nazewnictwo bywa łudząco podobne do pierwowzoru np. zamiast FCI (Fédération Cynologique Internationale) znaleźć można skrót F.C.I. (Federacion Cacine International) lub inne tego konfiguracje. Nawet Związek Kynologiczny w Polsce (ZKwP) doczekał się nazewniczej podróbki Polski Związek Kynologiczny (PZK) itd.
2. Jeżeli ktoś planuje nabyć psa konkretnej rasy, zdrowego, odchowanego ze wszystkimi standardami kynologicznymi FCI, chce rozpocząć swą przygodę hodowlaną czyli założyć hodowlę, brać udział w wystawach, posiadać w przyszłości rasowe szczenięta, zależy mu na tym, aby był to pies rasowy, a nie „w typie rasy” czy „rasowopodobny”, powinien kupować psa TYLKO u hodowców zarejestrowanych i prowadzących swoje hodowle przy Związku Kynologicznym w Polsce (ZKwP), a za granicą od hodowców zrzeszonych w organizacjach pod patronatem FCI. W każdym innym przypadku próba osiągnięcia powyższych kryteriów będzie jedynie prowizorką, podróbką, falsyfikatem wzorującym się jedynie na założeniach FCI lecz nie mającymi z tym nic wspólnego.
3. W rozmowie z hodowcą należy pytać nie tyle o dokumenty psa, ile o fakt przynależności hodowcy do organizacji, która te dokumenty wystawia.
4. W każdym regionie kraju funkcjonują oddziały ZKwP (łącznie 46 oddziałów w Polsce). Wystarczy zgłosić się do najbliższego z nich z prośbą o pomoc w znalezieniu hodowli, interesującej nas rasy lub na stronach internetowych Związku po prostu takiej informacji poszukać.
5. W oddziałach ZKwP działają tzw. kierownicy sekcji. To specjaliści wybranej grupy psów, którzy mogą podpowiedzieć i doradzić przyszłemu nabywcy lub pomóc właścicielowi psa w nurtujących go sprawach.
6. Podczas organizowanych przez ZKwP wystaw (międzynarodowych, krajowych, klubowych) osoby zainteresowane konkretną rasą psów mają okazję w jednym miejscu zobaczyć wielu różnych przedstawicieli rasy, porozmawiać z hodowcami, obejrzeć psy podczas sędziowskich ocen na ringu. Ponadto można również przypatrzeć się osobniczym różnicom w umaszczeniu, wielkości, eksterierze, a podczas finałów zobaczyć też, które psy w poszczególnych grupach i rasach zostały ocenione najwyżej. Takie doświadczenie z pewnością poszerzy wiedzę i może pomóc w ostatecznym podjęciu decyzji.
7. Dobrze przygotować się do rozmowy z hodowcą (więcej tutaj "Rozmowa z Hodowcą”) Jeśli hodowca nie wzbudzi w nas zaufania, lepiej poszukać innego. Pasjonat z miłośnikiem psów zawsze się jakoś dogadają i wychwycą wzajemne intencje. Obie strony powinny chcieć i umieć ze sobą współpracować, bo połączy ich przecież wspólne dobro – pies.

Zaplanować, odnaleźć i nabyć jakościowo najlepsze

Nabycie psa to decyzja na najbliższych kilkanaście lat. Poważnym błędem w tym przedsięwzięciu jest więc pośpiech. W prawdziwych i prestiżowych hodowlach zdecydowanie rzadziej można nabyć psa „od ręki”. Tam na jakość po prostu trzeba poczekać. Najczęściej szczenięta są rezerwowane jeszcze przed urodzeniem lub zaraz po nim. Stąd też na stronach internetowych takich hodowli, często można znaleźć informacje o planowanych miotach, właśnie po to, by potencjalni nabywcy mieli czas i szansę na podjęcie decyzji, zweryfikowania hodowli oraz zapisania się „w kolejce”. Planowanie bowiem każdego miotu to dość długotrwała i nie zawsze łatwa w decyzjach procedura – przygotowanie suczki do krycia, wybór reproduktora, weryfikacja stanu zdrowia i rodowodów przyszłych rodziców szczeniąt, potem często kosztowne, bo dalekie, nierzadko zagraniczne wyjazdy na krycie, prowadzenie ciąży, poród i starania o uniknięcie możliwych jego komplikacji, właściwy odchów szczeniąt, opieka (w tym weterynaryjna), dbałość o ich zdrowie i właściwą socjalizację, dbałość o stan zdrowia matki szczeniąt... Czas oczekiwania na malucha jest więc bardzo różny – czasem zadzwonimy do hodowcy i okazuje się, że jest wolny, interesujący nas „egzemplarz”, czasem jednak musimy uzbroić się w cierpliwość zwłaszcza, gdy interesuje nas konkretna hodowla, która najbardziej wzbudziła nasze zaufanie. Cóż jednak znaczy kilka miesięcy oczekiwania na szczenię w perspektywie jego wielu, wspólnie spędzonych z nami lat życia.

Odległość miejsca zamieszkania jaka dzieli przyszłego nabywcę od hodowli, również nie powinna być główną wytyczną naszych decyzji. Oczywistym jest to, że w pierwszej kolejności szuka się hodowców mieszkających najbliżej. Nie warto jednak rezygnować z „upatrzonej” hodowli, tylko dlatego, że jest ona bardzo daleko. Wyjazd można zawsze połączyć ze zwiedzaniem ciekawych miejsc lub wizytą u rodziny, a jeśli nie ma na to czasu, to i tak najważniejszy jest czekający na nas przyjaciel, po którego warto pojechać nawet na koniec świata i kilometr dalej.

Odnaleźć wśród wielu, różnych ofert rasowego, czworonożnego przyjaciela o wysokich standardach jakościowych nie jest wcale zadaniem łatwym i tanim. Po drodze pojawić się może wiele przeszkód, które jednak dzięki uzbrojeniu się w potrzebną wiedzę łatwiej będzie pokonać. Edukujmy więc siebie i innych, by nie popaść w pseudohodowlane sidła, przyczyniając się tym samym do cierpienia zwierząt i przyszłego rozczarowania swoim wyborem.

Pamiętajmy, że wojna z pseudohodowlami nadal trwa.

Jacek Dąbrowski - LUSYJA


Cyber Centrum Tworzenie stron www, pozycjonowanie stron